Archiwum z maj, 2009

h1

Czemu Wena wielką literą pisana jest?

maj 30, 2009

Możecie zapytać dlaczego słowo Wena napisane jest wielką literą. A to jak z kobietami. Doceniacie je dopiero kiedy od was odchodzą. Stos brudnych garów w zlewie, zaczyna przewyższać Krzywą Wieżę w Pizie, spodnie są tak sztywne od brudu, że stoją na baczność w rogu pokoju, a wy w szaleńczym ataku głodu, gryziecie się z psem o ostatnią kulkę karmy w jego misce…

Zresztą nie ma się co dziwić temu, że nie związała się ze mną na dłużej. Dla kilku deko kiełbasy, nie warto brać do domu całego wieprza…

h1

Wena ode mnie odeszła

maj 29, 2009

Nie mam Weny. Przykro mi. Chciałbym uraczyć was intrygującymi tekstami, ale jak to śpiewał Kaliber 44 – „Zdradliwa Wena raz jest raz jej nie ma”. Moja Inspiracja uciekła i nie mam bladego pojęcia kiedy wróci. Źle mi bez niej, bo polubiłem pisanie i dzielenie się z ludźmi swoimi przemyśleniami. Spod mojego pióra wyszło ostatnio kilka tekstów, ale były strasznie „wymęczone”, bez polotu i szczerze mówiąc, nie dało się ich czytać. Właśnie ze względu na brak tej tej iskierki.

Nie twierdzę, że moja dotychczasowa twórczość, była piorunująca jak zwarcie w transformatorze, a sam jestem nowym wcieleniem Dostojewskiego. Wcześniej, jeśli posty się nie ukazywały, to z prozaicznego powodu, jakim był brak czasu. Teraz, nie mogę ułożyć zdania, a nawet jak mi się uda, to z nienależytych słów, a nawet jeśli słowa są należyte, to zdanie nie ma sensu, a nawet jeśli ma sens, to brakuje mu finezji.

Krótko mówiąc: dno i metr mułu.

h1

Oczy otwarte

maj 26, 2009

Czasami dopiero śmierć kogoś bliskiego, pozwala docenić nam dar jaki dostaliśmy – życie.

„Lecz nie trać nadziei
Nadziei nie trać
Nadziei nie trać
Tracić nie wolno
Czwarty niesie ci
On potężniejszy jest od tamtych trzech
On niesie ci miłość i wiarę
I miłość i wiarę, nadzieję dla ciebie ma
Niesie ci słońce i gwiazdy
On potężniejszy jest od tamtych trzech…”

Kult – Jeźdzcy

h1

Skype – wreszcie działa!

maj 20, 2009

Po wielu miesiącach nieróbstwa, zebrałem się wreszcie do tego, aby skonfigurować ustawienia nagrywania w Ubuntu. Tym samym, działa mi Skype. Gdyby ktoś się stęsknił i chciał(a) zadzwonić, mój login to: mzrmiszel.

Ps Szczepano, mam nadzieję, że będziesz zadowolony :)

h1

Traumatyczne odkrycie z dzieciństwa

maj 19, 2009

Z cyklu: „Wpomnienia z dzieciństwa (lecz nie takiego znowu wczesnego)”.

Pamiętam jak traumatycznym dla mnie odkryciem był fakt, że nie każda nowo poznana dziewczyna, na mój widok myśli: „Boże, ile bym dała, żeby z nim być”.

Równie szybko skonstatowałem, że pomyślenie o niej: „Głupia suka” bardzo pomaga :)

h1

WolframAlpha – mała rewolucja?

maj 18, 2009

W sobotę nastąpił start kolejnego „google killer’a” wyszukiwarki WolframAlpha. Nie omieszkałem jej przetestować, choć po porażce Cuil.com, nie nastawiałem się na wiele. Z początku było to trudne, ponieważ strona znajdowała się pod ogromnym obciążeniem i potrafiła ładować się po kilka minut.

Co do samej wyszukiwarki – powiem krótko: jestem zachwycony. Czegoś takiego, w Internecie jeszcze nie było. Choć nie wiem czy pojęcie wyszukiwarka jest tutaj poprawnie użyte? WolframAlpha, to raczej połączenie encyklopedii i programu matematycznego. Nie dość, że wyszukuje i przedstawia dane w wygodny dla nas sposób, to na dodatek zajmuje się ich analizą.

Pierwsze co przyszło mi do głowy, przy układaniu zapytań to wpisanie daty, godziny i miejsca swoich urodzin. Dowiedziałem się ze szczegółowych wykresów jaka była wtedy pogoda, ile dni, tygodni, miesięcy upłynęło od tego czasu, kiedy wzeszło słońce. Drugim zapytaniem, było wpisanie zawartości mojego śniadania (płatki z mlekiem). Dowiedziałem się ile zawierało kalorii, składników odżywczych, jaka była jego waga i objętość. Wprost idealna rzecz, dla wszystkich odchudzających się pań, czyli dla wszystkich, bo jak wiadomo każda szanująca kobieta się odchudza, a nawet jeśli nie, to tak, bo inaczej nie wypada.

Zagadnienia matematyczne też nie stanowią problemu, choć tutaj specem nie jestem i ograniczyłem się tylko do dzieleń, mnożeń i perwiastkowań. Całki i inne paskudztwa zostawiłem fachowcom :)
Jeśli chcemy, możemy pójść dalej i komplikować strukturę zapytań, każąc Wolframowi porównać przewidywany czas życia mężczyzn w kilku krajach Azji, lub jaki odsetek zgonów stanowią samobójstwa na terenie Unii Europejskiej.

Wszystko wydawać się może takie piękne, jednakże rzeczywistość po początkowym zachwycie, okazuje się wcale nie taka różowa. Zapytania trzeba konstuować po angielsku, co nie jest problemem. Problemem jest to, że często są nienależycie rozumiane (jeśli w ogóle). Ułożenie skomplikowanego zapytania (typu analiza zjawiska X z uwzględnieniem zjawiska Y, na terenie Z) graniczy z cudem, a poprawna interpretacja to mały odsetek wyników.

Ciekawym testem jest wpisanie odległości, ceny za galon, oraz ilości spalanego paliwa (w formie mil na galon). Jako wynik wyszukiwarka wyrzuca ilość spalonego paliwa, oraz jego koszt. Zamienienie jednak spalania z mil na galon w litry na sto kilometrów (nie zmieniając struktury zapytania), powoduje wyświetlenie komunikatu: „Wolfram|Alpha isn’t sure what to do with your input.”

Dziś, kilka dni po premierze, wiadomo już, że WolframAlpha „google killer’em” nie będzie. Wydaje mi się jednak, że znajdzie sobie niszę ludzi zajmujących się chociażby szeroko pojętą nauką, potrafiących z niej w kilka sekund wycisnąć informacje, jakich wyszukanie w Google zajęłoby godziny.

Przed ekipą Wolframa jeszcze wiele pracy, zarówno w dziedzinie interpretacji zapytań, jak i gromadzonia zasobów. Na tą chwilę nie ma co liczyć na odpowiedzi o nakład płyt zespołów muzycznych, czy statystyki sprzedaży poszczególnych marek samochodów.

Na koniec zapraszam do obejrzenia filmu, na którym zaprezentowano możliwości WolframaAlpha.

h1

Wujek z Wielkiej Brytanii, ja z Polski, a syf z komunizmu

maj 11, 2009

Dzisiejszego dnia widziałem się ostatni raz w tym dziesięcioleciu z wujkiem z Wielkiej Brytanii. Następne spotkanie to maj 2011. Nie nastraja to pozytywnie, bo za dwa lata nie wiadomo, w którym momencie swojego życia będziemy.

Niemiec, który praktycznie całe życie spędził w Wielkiej Brytanii, część w Australii, no i z racji tego, że jest moim wujkiem, łatwo się domyśleć, że w swoim burzliwym życiu zahaczył o Polskę i Polkę :) Mógłbym go słuchać godzinami, jego wspomnień, opowieści, przygód. To człowiek z innego kręgu kulturowego. Ma całkowicie odmienne poglądy na życie niż 99% polskiego społeczeństwa, a też jego życie było bardziej kolorowe niż tychże 99%.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że następny raz zobaczę go za dwa lata i cholernie mi z tym źle. Te kilka spotkań tu w Łodzi przeniosły mnie w inny świat, a teraz kiedy wyjeżdża, czuję się tak jakby ktoś nagle odebrał mi narkotyk. Odwiedziny u niego oderwały mnie od szarej rzeczywistości i przeniosły w świat retrospekcji, ale i jednoczesnego myślenia o rozwoju społeczeństwa i jednostek.

Pozwoliły mi zrozumieć, że życie wcale nie jest złe, czy dobre. Nasze życie jest w naszych rękach i daje nam ono to, czego chcemy. Nie chodzi tu nawet o podejście czysto praktyczne w stylu „marzenia się spełniają”, więc zacznij pracować na nie pracować, ale raczej o kwestie psychiki. Jeśli wstaniesz rano zły, cokolwiek by się nie stało w trakcie dnia, twój humor się nie zmieni. Jeśli obudzisz się z pozytywnym nastawieniem do życia, nawet jeśli spotkają cię w trakcie dnia jakieś przykrości nie do przejścia, możesz się z nich śmiać. Skoro nie możesz ich zmienić, po co psuć sobie humor. Grunt to pozytywne nastawienie do życia i bycie dobrym dla ludzi, bo służy to zarówno im, jak i nam.

Prosta prawda, której teoretycznie nie mógł mi przekazać żaden z Polaków. No bo jak tu śmiać się z tego, że stoi się w kolejce po papier toaletowy? Jak tu być zadowolonym, jeśli po kawałek mięsa jedzie się całe miasto, bo akurat tam je rzucili? Zrozumiałem wtedy, że mimo, iż jesteśmy pokoleniami kształtowanymi po’ 89, w wolności i wydawać by się mogło, wyzbytymi myślenia epoki komunizmu, to tak naprawdę wcale tak nie jest. Komuna nadal w nas siedzi. Powodem jest to, przez co przeszli nasi dziadkowie i rodzice. To jak cię wychowali, a jak wychować by mogli, gdyby nie musieli całej swej siły marnować na stanie w kolejkach i siłowanie się z systemem. Jaki Polak mógł pomyśleć, że może w życiu może osiągnąć co tylko chce, jeśli szary papier do wycierania tyłka był poza jego zasięgiem?

Komunizm kurwił wszystkich, jak leci. Co z tego, że mogłeś go odrzucić i buntować się w zaciszu swojego w domu? Co z tego, że mogłeś mieć sztywny kręgosłup moralny i nie kapować kolegów? I tak musiałeś szmacić się, biegając za byle gównem, które pokazało się w „sklepach”. Byle gównem, które w normalnym systemie nie zaprzątało by Twojej uwagi, ponadto, aby je wpisać na listę zakupów. Szmacić się, by próbować żyć na jako takim poziomie.

Wpis trochę przydługi i odbiegający delikatnie od tematu, ale mnie poniosło. Właśnie w takich chwilach, jak rozmowy z wujkiem wychowanym kilkaset kilometrów od nas, uświadamiam sobie jak bardzo tych sku**ieli nienawidzę. Nienawidzę ich za ten eksperyment, którego rezultaty będą musiały spijać pokolenia. Nienawidzę ich za to, że osoba, wychowana w normalnych warunkach, mówi mi rzeczy oczywiste, a ja odbieram je jako prawdy objawione. Nienawidzę ich za to, kim jestem, bo nie wiem kim być mógłbym, gdyby moi przodkowie nie musieli żyć w tym syfie…

h1

Małe odświeżenie bloga

maj 8, 2009

Zdziwieni, że odświeżyłem bloga? A mnie dziwi, że nie macie jeszcze Play Fresh! Ok, koniec z głupotami, teraz na poważnie. Dla mało spostrzegawczych (albo nieprzewijających): zmodyfikowałem troszeczkę prawą kolumnę. Usunąłem z niej zdjęcie Pana Kazimierza i jego kolegi, na którym z poważnymi minami, oznajmiali radośnie światu ilu utworów miesięcznie słucham. Pojawił się za to pasek Flickr’a z ostatnio umieszczonymi przeze mnie na tym portalu zdjęciami. Z racji tego, iż żyjemy w czasach Web 2.0, nie mogłem się powstrzymać, przed zostawianiem swoich śladów w innych zakątkach internetu, niż wordpress.com :)

Jeśli macie jakieś sugestie, co do kolejności czy zawartości prawej kolumny, dajcie znać w komentarzach.

Ps Zapomniałem napisać, że 5 maja nie było apokalipsy internetu. Podejrzewam niestety, że tylko tymczasowo i niedługo o cenzurze internetu znowu zrobi się głośno.

h1

Nasza-Klasa kontra Facebook

maj 7, 2009

Zajrzałem na Naszą-Klasę i powalił mnie wysyp tych cudownych zdjęc z sesji majówkowej. Każde takie piękne, kolorowe, z mnóstwem kwiatów. Całą ta zieleń taka niepolska. Taka zagraniczna, ponieważ tam nawet zielony jest bardziej intensywny. Skąd wiadomo, że to światowy, a nie polski tulipan? Zdjęcie obowiązkowo zrobione przy znaku, sklepie albo samochodzie obcą rejestracją – to taka podpowiedź dla mało bystrych.

Chciałem zastosować preparat anty-naszo-klasowy w postaci Facebook’a. Zajrzałem tam na chwilę oddechu, by przy okazji zobaczyć co mnie ominęło przez tych kilka dni. Do tej pory traktowałem go jako całkiem sensowny portal społecznościowy (studencki w końcu). Niestety i jego dorwały macki pokemoniarstwa, tylko w troszkę innym wydaniu. Zamiast naszo-klasowego lansu zdjęciami, mamy lans quizami. Tablica powiadomień wyglądała mniej więcej tak:

  • quiz – jakim bąkiem jesteś? Soczystym. Twoja osobowość jak na bąką jest niesamowicie soczysta. Nie szczypiesz się w pipę! Nie jesteś puszczony wstydliwie i cichaczem, tylką pełną parą w towarzystwie. Każdy zazdrości Ci tupetu!
  • quiz – jak głupi jesteś? Bardzo. Gratulacje, jesteś bardzo głupi! Niewiele jest osób głupszych od Ciebie. Jesteś elitą!
  • quiz – jakim burdelem jesteś? Burdel na rogu. Jesteś burdelem, do którego ludzie zachodzą po pracy, aby sobie poużywać. Przyjmujesz każdego. Ilość Twoich znajomych nie przekłada się na jakość.
  • quiz – jakim daniem jesteś? Mielony z ziemniakami. Jesteś tak samo prosty jak mielony z ziemniakami, nie ma w Tobie żadnej filozofii. Hej! Ale nie smuć się! Mimo tego każdy Cię uwielbia.

I tak bez końca. Dopiero wtedy zrozumiałem, że problem z portalami społecznościowymi nie leży w słowie portal, tylko społecznościowy…

h1

Czy ja wyglądam jak Brytol?

maj 6, 2009

W tegoroczną majówkę miałem okazję wybrać się do Krakowa. Celem był rynek i Wawel, a dokładnie Katedra Wawelska. Obowiązuje w niej jedyny prawidłowy kierunek zwiedzania – trzeba iść za strzałkami. Takie ciągłe podążanie przed siebie, bez zastanowienia, będąc popychanym przez tłum, kompletnie mi nie pasowało. Wielokrotnie próbowałem się cofnąć, aby wrócić do czegoś co widziałem wcześniej i powiązać fakty ze sobą, lub chociażby znaleźć lepszą perspektywę do zrobienia zdjęcia. Jednakże nad przestrzeganiem porządku, oprócz napierającego tłumu, czuwali mili panowie w uniformach (a i kilka pań też), którzy każde odstępstwo od normy zaraz wyłapywali i grzecznym, acz nie znoszącym sprzeciwu tonem, przypominali, w którym kierunku należy podążać.

Tylko czemu do ciężkiej cholery, wobec mnie robili to tylko i wyłącznie po angielsku? Czy ja wyglądam na jakiegoś pieprzonego Brytola?!