Archiwum z marzec, 2009

h1

Ostre rżnięcie w Ostrowcu

marzec 24, 2009

Właśnie dostałem maila od Przemka, więc podklejam go tutaj, jako w pewien sposób ogłoszenie:

“Michale, jak zapewne słyszałeś. będziemy ostro rżnąć w pokera jak wreszcie dotrzemy do Ostrowca. Kniaziasty nabył żetony, więc będziemy mogli sobie dość profesjonalnie poczynać. W trosce o odpowiednie przygotowanie się nas wszystkich do rozgrywek, tworzę małe kompendium wiedzy, na które składają się:

1. Podstawy, czyli artykuły z angielskiej wikipedii, tj.:
http://en.wikipedia.org/wiki/Texas_Hold_’em i strony podlinkowane w rozmaitych podrozdziałach
Tu omówione są podstawowe zasady gry, fajnie by było, żeby każdy to wszystko w miarę opanował, niekoniecznie perfekt na pamięć, byle żeby ogarniać rozgrywkę (przebieg rozdania, ranking rozdań - 
http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_poker_hands).

2. Taktyka.
Aktualnie posiadam ok. 300 MB różnych ebooków traktujących o grze w pokera, ale szczerze mówiąc nie mam pojęcia o ich wartości merytorycznej, bo jak każdy z nas jestem początkujący i jeszcze nie rozgryzłem czego należy się uczyć na początek. Skrzypek ma jednak znajomych pokerzystów i oni polecają książki Dana Harringtona o no-limit hold ‘emie. Jestem w trakcie lektury, na oko bardzo ciekawe pozycje, choć raczej nie dla absolutnie początkujących (ale jak się przegrzebie wikipedię to chyba wystarczy).”

Myślę, drodzy przyjaciele, że po przeczytaniu tego maila, wszystko jest jasne. Od siebie dodam tylko tyle, że po e-booki należy zgłaszać się do Przemka.

h1

Poczułem, że dobrze wydałem swoje pieniądze

marzec 22, 2009

Dzisiaj stałem w kolejce w Tesco z bezdomnym, któremu dałem wcześniej parę złotych. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak mi się dobrze na sercu zrobiło, jak w jego koszyku zobaczyłem bułki i mięso mielone. Fakt, że kacuch trzepał go równo, ale lepiej mi na duszy, że wczorajszego wińska nie zasponsorowałem mu ja, tylko jakiś inny naiwny :)

h1

Dlaczego nigdy nie zostanę dobrym fotografem?

marzec 20, 2009

Rozważań o lustrzance i fotografii ciąg dalszy… W dzisiejszym poście odpowiedź na pytanie zawarte w tytule.

Pewnie część z was oglądała kiedyś film pt. „Dziewczyna Gangstera” („Mad Dog and Glory”), z Billem Murray’em, Robertem De Niro i Umą Thurman. Tam właśnie miała miejsce scena, w której Frank Milo (tytułowy gangster), rozmawia z policyjnym fotografem, zajmującym się dokumentowaniem miejsc zbrodni, Wayne’m „Mad Dog’iem” Dobie, dlaczego ten nigdy nie zostanie prawdziwym artystą. Co to ma do mnie? Sprawa jest podobna, więc uzasadnię ją ich słowami. Myślę, że w dzisiejszych czasach, z angielskim nie będzie problemu.

RDN: - I wish I was a real photographer. I don’t mean police work. I don’t mean weddings. I mean…

FM: - You mean like an artist.

RDN: - I went to see this group show with photographers… and I hit it off with a lady in the show. I met all her friends in the lofts and all. Then I showed her my stuff, and this guy says to me: „What do you think about being an artist?” I said: “Yeah, sure, but the only thing is… there’s no pension, there’s no security, there’s no major medical.” But as soon as I said it, you know what I thought? “I’m just a cop.” I’m a real civil servant. That’s the way I think, like a civil servant. But these people, they’re artists. They’re special. They take chances.

(…)

My stuff comes out of the job. I don’t create stuff. I find stuff.

Wniosek? Mogę być niesamowicie sprawny technicznie, ale brakuje mi tego czegoś, co sprawia, że jesteś prawdziwym artystą, a nie przybitym do ziemi przeciętniakiem…

h1

Aparat, halówki i Grigor

marzec 19, 2009

Nadszedł czas, w którym mój kochany wysłużony cyfrak musi udać się na wieczne odpoczywanie. Pomyślałem sobie, że skoro lubię fotografować, orientuję się w temacie, można zacząć się rozwijać w tym kierunku, zamiast dreptać w miejscu i narzekać, że świat idzie do przodu. Jeśli mowa o rozwijaniu się w fotografii nie ma innego wyboru niż lustrzanka. Najtańsza to 1000-1500 złotych, do tego obiektyw kilka kolejnych stówek, karta pamięci, torba na aparat, do tego ewentualnie statyw i można bawić się w amatorszczyznę.

Gdybym był bananem nie było by problemu, ale że nie jestem przyszły zakup usprawiedliwiałem sobie tym, że o dobre zdjęcie z takim sprzętem dużo łatwiej. Mamy chociażby większe pole do eksperymentowania z przysłonami, czasami, czułościami. Z czasem dokupujemy teleobiektyw, albo rybie oko i rozwijamy się dalej…

Upatrzyłem sobie lustrzankę i wyszukałem na Flickr’rze zdjęcia nią wykonane. Padłem z zachwytu. Teraz wiedziałem, że fotografia artystyczna, czy dokumentalna stoją przede mną otworem, tak samo jak drzwi do National Geographic. Po prostu do tej pory brakowało mi sprzętu z prawdziwego zdarzenia, żeby móc rozwinąć skrzydła.

Rozpływałem się dalej nad swoją świetlaną fotograficzną karierą, aż do momentu, kiedy postanowiłem poszukać zdjęć zrobionych moją lustrzanką na Fotosiku, portalu mniej artystycznym, a bardziej przyziemnym. Jakieś nieudane zdjęcia torów, stare Audi 80, majtki na aukcję na Allegro. Kicha, brak polotu i umiejętności jakich mało.

Wtedy właśnie przypomniała mi się prawda życiowa mojego przyjaciela Grigora. Jako młode chłopaki grywaliśmy wspólnie w piłkę. Grzegorz miażdżył wszystkich, ale szczególną przyjemność sprawiało mu ogrywanie chłopaków ubranych w drogie firmowe ciuchy. Zawsze po takiej akcji podchodził do mnie i kpiąc mówił coś w stylu: „Hehehe, co za pajac. Myśli, że razem z oryginalnymi halówkami, kupił umiejętności…

Dopiero teraz dotarło do mnie, że właśnie tak myślałem o lustrzance. Dzięki Grigor!

h1

Tankowanie na BP [aktualizacja - nowe zdjęcia]

marzec 12, 2009

Siemano! W tym linku wrzucam zdjęcia z naszego tankowania na stacji BP, które to stacje szczerze mogę polecić.

Wybór paliw i ich wysokooktanowość wprost porażają, więc każdy znalazł coś dla siebie. Ludzie z silnikami diesla, napełniali powoli baki 5% Warką, panowie z Formuły 1.  wlewali w siebie na wyścigi 40% etylinę, ci lubiący lanserską jazdę lali do baku Cuba Libre, potem szybki Sex On The Beach i na orzeźwienie po wszystkim Mojito.

Każdy zatankował do pełna, więc nie było nieporozumień w stylu “TY! Pozbawiłeś nas ostatnich litrów 40% rumu! Co teraz w siebie wlejemy?”, albo kłótni przed warsztatem w rodzaju “sorry, ale ja stałem przed tobą w kolejce do spuszczenia oleju”.

Napomknę jeszcze, że warto zainwestować w program lojalnościowy i zbierać punkty, bo jak widać gołym okiem procentują :)

h1

Dlaczego jeśli Cię lubię, jestem opryskliwy

marzec 10, 2009

No właśnie. Jedna z koleżanek, w przypływie szczerości powiedziała mi, że denerwuje ją to, że wobec innych dziewczyn jestem miły, a jej ciągle coś docinam, jestem opryskliwy. Odpowiedź jest prosta – bo Cię lubię :) Długo nie wiedziałem jak sobie to tłumaczyć, że dziewczyny, na których mi zależy, spotykają się z mojej strony z dość niemiłym przyjęciem. Uświadomiła mnie dopiero rozmowa Nowaka z Ewą w książce „Siedem dalekich rejsów” Leopolda Tyrmanda:

- Ma  pani szare, złośliwe spojrzenie, ruchliwą, chwilami nieładną twarz. Właściwie nie mam pojęcia, na jaką cholerę siedzę tu z panią, gadając bzdury, podczas gdy czeka mnie dziś jeszcze tyle pracy.

- Znowu impertynencje?

Przecież mówiłem, że mi się pani podoba. Tym, które się nie podobają, nie ofiarowuje się wysiłku impertynencji. Grzeczność jest łatwiejsza.

- Co będzie, jak mi  pan nawymyśla…

Lepiej bym tego w słowa nie ubrał. Zresztą, nie miałbym nawet szans, bo do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z istnienia takiego prawa fizyki :) „Siedem Dalekich Rejsów” jest pierwszym romansem, napisanym przez mężczyznę, który czytam, może dlatego tak bardzo odpowiada mi jego styl i treść. W książce jest mnóstwo podobnych dialogów, rzucających inne światło na relacje damsko-męskie. Jeśli będę miał wenę, przytoczę ich jeszcze kilka, bo niektóre są naprawdę świetne.

Tymczasem, drogie dziewczę, jeśli wydaje Ci się, że Cię nie lubię, wspomnij sobie słowa Nowaka…

h1

Piłem żartem, żyję serio…

marzec 9, 2009

Coraz rzadziej pojawiające się tu nowe wpisy doprowadzają mnie do permanentnego stanu autowkurwienia. Obiecałem sobie, częste aktualizacje, ale okazało się, że nie jestem na tyle interesującym człowiekiem, z wystarczającą ilością przemyśleń, by starczyło ich na coś więcej niż kilkadziesiąt postów.

Dodatkowo moje pieprzone życie pracuje intensywnie nad tym, by odebrać mi motywację do czegokolwiek, wprowadzając mnie w błędne koło, bo im mniej mi się chce żyć, tym mniej chce mi się cokolwiek robić, co prowadzi do tego, że jeszcze bardziej mi się nie chce żyć.

Robię głupie błędy, szczeniackie wręcz. Morze alkoholu, chęć najby i odpływam nie z tą kobietą co trzeba. A właściwie, przez szacunek, z tą którą nigdy nie powinienem. Łamiąc zasady, które sprawiają, że męsko-męskie przyjaźnie się sprawdzają i działają od tylu wieków bez większych zgrzytów. Działając tak dalej wobec przyjaciół, nikt nie poda mi ręki kiedy będę dławił się własnymi rzygami, leżąc twarzą w błocie. A do tego się zbliżam wielkimi krokami, nie wchodząc w szczegóły.

Siedzę sobie w fotelu, słucham Tego Typa Mesa i jedyne czego mi brakuje to szklanki whisky z lodem w mojej lewej ręce i cygara w prawej. I nawet tego nie mogę zrobić, bo mój stan psychiczny jest idealnym nawozem pod przyszły alkoholizm.

I nadal nie wiem, czy rację miał Marks mówiąc „byt kształtuje świadomość”, czy jednak to „świadomość kształtuje byt”.

Mam ochotę uciec od tego wszystkiego, najlepiej w tydzień szlajania się po knajpach. Do przebłysków świadomości, flashbacków spotkanych przypadkiem przy barze ludzi, sufitów, brudnych kibli, plugawych kobiet, fizyczności obcych ciał, ucieczki w zwierzęcość swych potrzeb. Tylko, że młody chłopak, bez pracy i wykształcenia będzie z zewnątrz postrzegany jako przegrany śmieć. Gdybym chociaż, grał, śpiewał lub malował. Wtedy bym był co najwyżej ekstrawagancki.

Końca notki nie będzie, bo na razie nic się nie kończy…

h1

Lublin jest nasz – tak jest!

marzec 2, 2009

Dzisiaj wpada kolejna porcja zdjęć do galerii. Jak wskazuje tytuł posta – z naszej wycieczki do Lublina. Wiem, że liczycie na jakąś przecudowną elokwencję z mojej strony i barwny opis tego co tam zaszło. Niestety, nic takiego nie będzie miało miejsca. Z prostego powodu – po tym co zrobiliście mojej biednej wątrobie – mój umysł nie funkcjonuje należycie. Zresztą, to nie do k0ńca całość prawdy, bo jak to mawiają o kobietach – “Jakby nie chciała, to by nie dała” i spora część tego sponiewierania się zależy ode mnie. Myślę, że nawet duża. A może największa? W sumie tak, macie rację – to moja wina.

Przepraszam, ale nadal funkcjonuję w trybie:

Ślimaka zaatakowały dwa żółwie. Zeznaje na Policji. 
-Panie Ślimak, proszę podać przebieg zdarzeń – woła policjant 
-Panie, nie wiem, nie mogę, to się działo tak szybko… – wybełkotał ślimak

Wracając do tematu Lublina , wreszcie, po półtora roku udało nam się Was odwiedzić. Spotkanie udało się rewelacyjnie. Atrakcji moc. Spacery, kluby, impreza, doborowe towarzystwo. 

Piątek to piwo. W każdej ilości i gatunku. Do tego posiadówka i recepta na udany wieczór jest. Dyskusje, opowieści, wspomnienia, w których przypomniano mi znaczenie słowa łeptowina :)

Sobota, to zwiedzanie Starego Miasta w Lublinie, gokarty na których PanGokart (najprawdopodobniej zawodnik) zdublował nas trzy razy (chyba powinno być ztriplował…). Wywrócił mój światopogląd do góry nogami, zbrukał moje ego, a po zakończonym wyścigu od tak sobie poszedł. Od dziś będę się na nim wzorował. Prawdziwy samiec alfa. Jednak lekcja nie poszła na marne – do tej pory myślałem, że taki Alonso czy Kubica mieli farta i urodzili się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. To jednak nie prawda.

Następnie hot-dogi Edyty, o których nie sposób nie wspomnieć. Ogolnie bardzo intensywny dzień. Byliśmy nawet we Wranglerze w Plazie, niestety obsługa nas zawiodła i nie dostaliśmy tego, czego chcieliśmy. Noc to kręcenie pupciami w klubie Fashion Time. Bardzo przyjemny lokal, na poziomie, muzyka jeszcze lepsza. Beatrice – dziękuje za te, jakże namiętne tańce ;)

Reasumując moją rozprawkę – mam nadzieję na jak najszybszą powtórkę!

Ps Nikt nie czuł się samotny. Zadbał o to Buddy.