Archiwum z styczeń, 2009

h1

Tru-life

styczeń 30, 2009

Miałem ostatnio przyjemność jechać tramwajem warszawskiej linii 24, z dwoma tamtejszymi studentami medycyny. Cokolwiek złego powiedziałem o studentach, cofam to. Są to jednak bardzo mądrzy ludzie. Słuchając ich rozmowy, dowiedziałem się wielu rzeczy, na które nigdy bym nie wpadł. Jeden z nich, Władca, uczył życia swojego Giermka (kolega z namaszczeniem spijający słowa z jego ust). Padło tam kilka zdań dotyczących sensu egzystencji „Jak wypijesz osiem piw i się spalisz, to jest dopiero bomba”, podejścia do kobiet „Jak laska ma fajne cycki, ale słabą dupę, to jest źle.”

Przydupas patrzył na niego z uwielbieniem, aż doszło do kulminacji wieczoru. Władca zajadając się hamburgerem z Mac’a rzekł: „ Z pieniędzmi i jedzeniem to jest tak: masz pięćdziesiąt złotych, zjesz za pięćdziesiąt złotych, masz sto złotych, zjesz za sto złotych.”

Dziękuję Ci S.C. Johnson. Na pewno pomyślę o tym, następnym razem robiąc zakupy.

h1

Witam współplemieńców!

styczeń 27, 2009

Drodzy Ostrowieccy Współplemieńcy!

Chciałem poinformować Was uroczyście, że po kilkutygodniowym okresie niebytności w naszym kochanym mieście, będę w nim dostępny. Najprawdopodobniej od piątku. Do odwołania. Śpieszcie się bo promocja jest ważna do wyczerpania zapasów!

h1

Moja fascynacja zwłokami [aktualizacja]

styczeń 24, 2009

Jako dziecko fascynowałem się śmiercią. Tym co czuje człowiek kiedy umiera, co się dzieje ze zwłokami po śmierci oraz wiele innych zagadnień z tej dziedziny. Moim największym marzeniem było zobaczyć zwłoki ludzkie, w posuniętym stanie rozkładu. Do moich sukcesów należało znalezienie na węch kilku rozkładających się psów w lesie. Nawet jedną świnie. Zadziwiało mnie to, że to biedne zwierze niedawno skakało, szczekało, merdało ogonem. Teraz leży, bezwładna kupa mięsa, będąca pożytkiem dla niezliczonych setek szarego robactwa. Czytałem wiele artykułów o tym, jaka mucha, w której godzinie od momentu śmierci składa jaja w ciele. Który robak się tam lęgnie i od kiedy do kiedy. Pozwalało to ocenić w przybliżeniu datę śmierci osoby zamordowanej np. w lesie.

Pewnego dnia udało się. Dzięki kochanemu internetowi znalazłem zdjęcia zwłok z ekshumacji, w różnym stopniu rozkładu. W większości przypominały czarno-zielony balon, napompowany do granic. Z czegoś co kiedyś przypominało usta wysypywały się roje robaków. Tak samo kroczem. Sama zgnilizna. Kiedyś mieli własne problemy, stresy, przeżycia. A teraz całe te kilkadziesiąt lat ich życia, zmagania się z codziennością, zawierało się w worku pełnym robactwa.

I pamiętam naszła mnie wtedy taka myśl, jakim trzeba być popierdoleńcem, aby być ateistą…

A może wystarczy hazardzistą?

Ps Dla wszystkich fascynatów, zjawiających się tutaj w poszukiwaniu zdjęć zwłok (a wbrew pozorom takich osób jest sporo), zamieszczam tutaj kilka linków, aby zaspokoić waszą ciekawość :)

  • strona, której nie muszę nikomu polecać, bo zna ją chyba każdy to:
    http://www.rotten.com – plusem jest częsta aktualizacja i ogrom
    materiału. Chociaż pewnie jej nie znacie skoru to zajrzeliście :)
  • kolejna strona to: http://kiuma.com – na pierwszy rzut oka nic
    specjalnego, na głównej trochę zdjęć i wideo w dość kiepskiej jakości,
    ale to co powinno się przydać to forum, a w nim dział Images -
    sporo zróżnicowanych zdjęć, czasem w przerażająco dobrej jakości :|
    Wejście na forum wymaga jedynie uprzedniej rejestracji, jest naprawdę
    szybka.
  • a na mało zmaczny deser http://www.sharkattacks.com/bites.htm – zdjęcia ludzi pogryzionych, lub poogryzanych przez rekiny

Mam nadzieję, że po dodaniu tych linków, wasza wizyta tutaj nie pójdzie na marne.

h1

Autorytety Agory

styczeń 22, 2009

Nigdy nie byłem fanem rozdawanej na przystankach gazety Metro. Powodów jest kilka. Wydawcą jest Agora, co samo „mówi przez się” o autorytecie tej gazety, który śmierdzi, że tak określę po Łysiakowemu „Różowym Salonem.” Poza tym, skoro pismo rozdawane jest za darmo, komuś musi zależeć, aby dotrzeć do mas ludzi, przemycając między informacjami dnia codziennego, kilka swoich prawd. Taki przekaz podprogowy, który bez zastanowienia się, odbierają dziesiątki tysięcy osób, jadących rano do pracy, szkoły.

Dzisiaj do Metra Studenckiego, dorzucano orzechowy baton. Pomyślałem sobie, że chociaż „Różowego Salonu” nie lubię, na darmowe śniadanie można by się załapać. Do Lion’a dostałem Metro gratis. W środku wywiad z Hołdysem. Do tej pory Pan Zbigniew był mi obojętny. Ni to mnie grzał, ni to mnie ziębił. Żył sobie w swoim świecie, będącym rubieżami mojego, do którego wkradał się czasami poprzez kanały telewizji, internetu czy druku. Podpadł mi ostatnio, nazywając artystów grających za kasę dla WOŚP, „zdemoralizowanymi ch**ami.” Może uważa, że ma moralne prawo, używać takich epitetów. Może granie dla Owsiaka za darmo jest psim obowiązkiem w Polsce? Tego nie wiem.

Wiem natomiast, jaki dostałem przekaz podprogowy od Pana Hołdysa i Agory. Z wywiadu z Panem Gitarzystą, dotyczącym autorytetów, przyszłości młodzieży, możemy wyłapać kilka smaczków. Jak te, mówiące, że komunizm propagował postawę romantyczną, natomiast kapitalizm „każe zagryźć, zdobyć za wszelką cenę, to jest przekleństwo naszych czasów.” Jedziemy dalej: „Śledzę młodość mojego syna wychowanego poza komunizmem. Widziałem te szkolne demonstracje, kto ma lepszą zabawkę, fajniejszy ciuch, którego tata ma lepszą furę, kto spędził wakacje w USA. To dopiero upokarza i jest powodem do kompleksów.” Moi znajomi nie spędzali wakacji w USA? Nie mieli własnych samochodów, fajnych ciuchów Panie Zbigniewie? Mieli. Nie czuję się upokorzony, nie mam kompleksów. Może czas trzeba było inaczej wychować syna? Albo zacząć więcej zarabiać, jak na wychowanie za późno?

Rozmowa była krótka, niemniej najlepszy kąsek zostawiono na sam koniec. Na pytanie o przykład tego, że młodzież zbiera informację, nie wiedzę, pada odpowiedź: „Jak to możliwe, że młodzi ludzie nie wiedzą, kim jest Adam Michnik, albo piszą na ławkach Żyd albo zdrajca?! Bierze się to z płytkich, fruwających bez źródeł opinii, które wygryzły wiedzę.” Nie chcę mi się tego komentować, gdyżżem karłem moralnym, któremu wiedzę wygryzły fruwające bez źródeł opinie, rozprowadzane przez prawicowych oszołomów. Idę się kajać za takie bezeceństwo.

h1

Szkodliwy router

styczeń 20, 2009

Router jaki jest każdy widzi. Jak działa każdy też wie. W związku z produkcją przezeń promieniowania elektromagnetycznego powoduje wiele skutków ubocznych. Takich jak: choroby, bóle głowy, zaburzenia snu itp. W związku z czym router zostaje wyłączony. Tym samym nie mam internetu – do momentu, aż przekonam właściciela, że nie szkodzi, albo wymyślę coś innego, bardziej konstruktywnego.

h1

Dlaczego męczy mnie chodzenie do klubów?

styczeń 18, 2009

Dlaczego nie lubię chodzić do klubów? Pozwólcie, że odpowiem słowami mojego przyjaciela Bartka: „człowieku, bo klinuję się w ch*j”:)

Mam świetny humor. Aż sam się dziwię. Czuję, że swoją radością mógłbym obdzielić cały świat. Mijam poważnego bramkarza i schodzę w dół ciemnym korytarzem, jak gdyby w czeluście wulkanu. Moje ciało, podobnie jak ściany wibruje w rytm muzyki. Tunel się kończy i moim oczom ukazuje się parkiet, zapełniony po brzegi ludźmi wyginającymi się w rytm muzyki. Udaję się do baru, zamówić coś do picia. Kiedy już mam swojego drinka, zadowolony rozpieram w loży i zaczynam obserwować parkiet. Gdzie by tu podbić?

I kiedy siedzę sobie tak spokojnie, przeczesując swoim sokolim wzrokiem płytę do tańczenia, zaczyna się klinowanie. Zrazu powoli. Zaczyna się od muzyki. Przecież ona jest taka nijaka, łatwa, nie wymagająca myślenia. Bez sensu. Nie można by się bawić przy czymś ambitniejszym? A nie hipnotyzować się w rytm tych stukilkudziesięciu jednostajnych uderzeń na minutę?

Otrząsam się. Znowu to samo miejsce. Stroboskop i kolejne pytania. Czy ten starszy facet obok mnie, nadal myśli, że jest atrakcyjny? A może ma wypchany portfel? Gubię go bo widok zasłaniają mi jakieś przećpane nastoletnie idiotki z napalonymi karkami. Idą to robić. Tylko gdzie? W kiblu? A może na schodach? O co im chodzi? Jaki mają cel w życiu? Przecież to co robią to droga donikąd. Mam ochotę iść do nich i potrząsnąć je za te półprzytomne łby.

Odwracam się i omiatam wzrokiem parkiet. Hmmm, faceci jacyś niepodobni. Wychodzą instynkty. Jeden podchodzi z boku i tańczy obok jakiejś laski, tak że niby nic. Drugi preferuje metodę podbicia od tyłu, do niczego się nie spodziewającej samicy. Inny to pan paw, on uderza od przodu, hipnotyzuję, niby „nie wiedzącą o co chodzi” dziewczynę, swoim rytmicznym tańcem. Ona patrzy na niego jak zaczarowana. Co za bezsens. Kolejne pytania, czemu to wszystko takie puste?

Gdzieś w rogu jakiś orangutan wypina swoją klatę i bije się w piersi niczym tarzan. Jego kolega troglodyta szpanuje przed ćwierkającymi z zachwytu samiczkami swoją maczugą, która w XXI wieku przybrała postać portfela wypchanego kartami kredytowymi. Ale co to? Na ich terytorium wkracza inny samiec. Kowboj, starający się zagarnąć ten estrogeński harem dla siebie. On ma inną broń. Chwali się, rodowodem swojej cudownej klaczy stojącej przed lokalem. Nazwał ją Mercedes. Jej sława obeszła całą Polskę. Matka wierzchowca nazywała się „V12”, ojciec „Bi-Turbo”. Zaraz dojdzie do walki. No tak, lokal jest tylko jeden, i tylko jeden może być samiec alfa.

Porzucam szybko ten temat do rozważań, bo z paniką zauważam, że przestaję widzieć tańczące kobiety. Ich sylwetki rozpływają się w dymie i muzyce. Z każdym błyskiem stroboskopu znikają kręcące się rytmicznie w lewo i prawo ponętne pupki. W ich miejsce pojawiają się rytmicznie pulsujące macice i jajniki. Kołyszą się zgodnie z muzyką, hipnotyzując wszystkich samców w okolicy. Przestaje słyszeć muzykę, dobiega mnie tylko ich jednostajny suczy syk: „Zapłodnij mnie!”. Otrząsam się z przerażeniem! Co się dzieje.

Nie wytrzymam. Muszę stąd wyjść. Najlepiej niech będzie to angielskie wyjście, bo nie mam ochoty się nikomu tłumaczyć. Za dużo pytań. Czemu to wszystko takie beznadziejne? Czemu żerujemy na najniższych instynktach, a wydaje nam się, że jesteśmy strasznie wysublimowani? Wydaje nam się, że mamy władzę nad naszym życiem, a tak naprawdę władzę mają jedyne nasze geny, wybijające gdzieś w czeluściach naszego organizmu jednostajny rytm: „Powiel mnie!”

Wszystko w jednym celu, sztuka, nauka, praca. Wszystko po to, by skopiować nasze geny i sparować je w jak najlepszym towarzystwie.

Pojawia się za dużo pytań, o istotę rzeczy. O to w którym miejscu rozwoju jesteśmy. Czy to początek, środek, czy też nasza cywilizacja chyli się ku upadkowi? O to czy kiedyś będziemy mogli definiować siebie w oderwaniu od stolcowej kiszki i chlupotu hormonów we krwi, czy też człowieczeństwo zostało na zawsze przypisane do tego całego białka, płynów i śluzów? A może jesteśmy tylko zaczynem, ogniwem łączącym między bakteriami, a oderwanymi od jakże ograniczających popędów humanoidami? Co jeśli właśnie na tym polega bycie człowiekiem, na walce ze swoimi instynktami?

I to były pokrótce powody dla których nie przepadam za chodzeniem do klubów. Nie relaksują mnie, a odwrotnie, wychodzę z nich poklinowany, z milionem pytań odnośnie egzystencji.

Czy to strasznie chory pomysł, aby zamówić sobie piwo, usiąść w loży, otworzyć zeszyt i zacząć notować, te wszystkie myśli które przewijają mi się przez głowę? Ta monotonna muzyka, naprawdę skłania do myślenia.

h1

Urodziny Pauli w HollyŁodzi

styczeń 16, 2009

Nie będę wchodził w konkretne koszty. Napiszę tak: piwo i szampan – dwadzieścia kilka złotych, zrzutka na prezent – okolice dyszki, mina Pauli, która nieświadoma wchodzi do swojego pokoju, pełnego znajomych, krzyczących STO LAT! – bezcenna :) Akcja w pełni filmowa: serpentyny, konfetti, tort, szampan. Zastanawia mnie fakt, jak się czujesz w momencie, kiedy udajesz się do siebie, po długim, męczącym dniu, a tam dwadzieścia kilka osób. Ja bym pewnie pewnie zdmuchnął świeczki, wziął prezent, kazał wszystkim spieprzać i przyjść jutro, jak odpocznę. Ale nie Paula:)

A z rzeczy okołoimprezowych. Stoimy w monopolowym na Piotrkowskiej, za nami jakiś koleś kupuje Wołgi. Głos znajomy, odwracamy się do niego i że tak powiem młodzieżowo – obcinamy go. Facet mówi do patrzącego się na niego, z miną „SkądJaCięZnam?”, Bartka – „Nie za dobrze Ci?”. Kto potraktował nas w tak obcesowy sposób? Człowiek, któremu ojciec stawia czubeczek – Misiek Koterski. Czuję się tak zaszczycony spotkaniem autorytetu tej wielkości, że ciężko będzie zasnąć w nocy. Otarłem się o wielki świat. Normalnie. W sklepie. To chyba znak. Muszę zacząć pracę w kinematografii. Zwłaszcza, że też mam na imię Michał. OMG LOL.

h1

Sylwester 2008 – wspomnienia i galeria

styczeń 9, 2009

Witam! Znalazłem wreszcie trochę czasu i postanowiłem wrzucić do galerii zdjęcia z naszego Sylwestra. Niestety nie są to wszystkie, jakie udało nam się wykonać, a tylko ich część. Powód jest prosty – właścicielem aparatu była moja siostra, a nasza ekipa nie była jej priorytetem przy robieniu zdjęć:) Tak więc w galerii zobaczyć możecie tylko malutką część naszego wyjazdu. Czekam z niecierpliwością na płytkę ze zdjęciami od Państwa GK S, wtedy zobaczycie, że było grubo.

Zdjęcia – Sylwester 2008

Teraz część dla tych co bajerę mają skrańcowaną. Dla innych, sorry, jestem świeżo po Symetrii Niewolskiego:)

Na pierwszych fotosach możecie przykminić jak naszą parafią drynimy golda z batłącha na stacji. Zimno było, że lipy wychodziły na wierzch. Ok. Wystarczy. Teraz po normalnemu.

Następne widoki to pierwsza impreza, dzień przed Sylwestrem, na której skułem się niemiłosiernie. Właściwie to przez przypadek. Tak to jest jak wola słaba, a koledzy namawiają. Rano wykonano mi zdjęcie, które powinno być przestrogą. Tak wygląda dzień po… Dalej jest kilka ujęć z samej imprezy sylwestrowej. Niestety nie ma widoków z tego, co działo się w parku zdrojowym, bo nikt nie wziął aparatu. No i na sam koniec zdjęcia ze stoku, o który zahaczyliśmy w dniu wyjazdu. Seb na desce. My na tle zbocza (chyba nasze jedyne zdjęcie na śniegu). W barze przy stoku spotkaliśmy Amerykanina Petera W, jak się okazało w trakcie rozmowy – był on z zawodu pilotem helikoptera. Musieliśmy zrobić mu zdjęcie:)

Wracając do tego co napisałem na początku. Na tych ujęciach nie ma jednej piątej tego co robiliśmy przez te kilka dni. Nie ma Goryli, u których jeździliśmy w Sylwestra (bardzo przyjemny stok, który mogę śmiało polecić). Nie ma Kotelnicy, którą przerabialiśmy 1 stycznia od 16:23 do 22:00. A wyjeździliśmy się tam za wszystkie czasy, przerobiliśmy wszystkie możliwe zjazdy. To tam miałem swój pierwszy raz z krawędziowaniem na carvingach.:) Stok świetnie przygotowany, zero lodu, trasy również przyjemne. Takie 1400 metrów relaksu na deskach, za rozsądną cenę (40 złotych za 6 godzin).

Wracając do tematu, czego nie dowiecie się ze zdjęć: nie dowiecie się tego, że moja bystra sis zostawiła buty w wypożyczalni i przypomniało jej się o tym 20 minut po jej zamknięciu. Musieliśmy jeździć w poszukiwaniu właściciela. Kiedy go znalazłem (prowadził pensjonat w pobliżu), już spał (była za piętnaście jedenasta). Jadąc z nim po kozaki Anki, Pan Właściciel nauczył mnie wszystkich przekleństw świata, w dwóch wersjach – po polsku jak i w gwarze góralskiej. Zresztą mu się nie dziwię.

Nie zobaczycie jak takie ciastka jak my, tarzają się w śniegu, a następnie wskakują do basenów geotermalnych w Bukowinie. Świetna sprawa, chociaż spodziewałem się, czegoś w stylu ciepłego błota i zapachu siarki dookoła. TermaBukowina poszła jednak bardziej w stronę SPA, lub aquaparku (nie nastawiajcie się jednak na ściankę wspinaczkową i 10 rodzajów rur, jak np. w Krakowie). Ot, miejsce gdzie można w miły czas spędzić czas z rodziną. Może oprócz kolejki, w której musieliśmy stać około 40 minut.

Wyjazd się udał. I to bardzo. Chociażby z powodu ogromu atrakcji, jak i z towarzystwa, w którego gronie odczuć można zaufanie oraz przyjaźń (kuźwa, ale słodzę:) Smuci mnie jedynie fakt, że w takim gronie, spotkamy się pewnie nie wcześniej niż w wakacje. Warto będzie jednak poczekać…

Ps Chciałem podziękować Edycie i Przemkowi za zaopiekowanie się, owej feralnej nocy, tak uciążliwym pacjentem jak ja. Notabene ostatniej w 2008:)

h1

Pustka posylwestrowa

styczeń 5, 2009

Źle mi jest. Strasznie źle. Kompletnie nie mogę się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości po Sylwestrze. Jeszcze wczoraj: wyjazd, narty, przyjaciele dokoła mnie, ciągła impreza. Dziś: smutki codzienności. I ta świadomość, że to co było kilka dni temu, nieprędko się powtórzy. Czuję się jak zombie. Patrzę, ale nie widzę, słyszę, ale nie rozumiem, oddycham, ale nie żyję. Smutek, smutek dokoła mnie. Wypełnia mnie zamiast krwi. Serca nie istnieje, jest tylko próżnia wysysająca ze mnie jakiekolwiek tchnienie szczęścia.

I ta świadomość, że życie na tym polega. Na przemijaniu. Nie da się od tego uciec. Przemija dzieciństwo, przemija szkoła, do której nie chcieliśmy chodzić, a dziś dalibyśmy wszystko, żeby do niej wrócić. Przemijają związki, przemijają małżeństwa.

Chyba właśnie dlatego ważne są tylko chwile… Chwile, które nas kształtują, które pozostawiają po sobie piękne wspomnienia, dla których warto żyć.

Najgorsze jest to uczucie, połączenie mdlenia i nudności, kiedy o tym wszystkim myślę.