Kupiłem sobie torbę na ramię. Co jest w tym fakcie na tyle ważnego, żeby wspominać o tym na blogu? Otóż torbę wyprodukował Quiksilver i u właśnie chciałem uprzedzić wasze pytania. Nie, nie przeprowadzam się do Krakowa i nie, nie kupuję Skody Octavii:)
Archiwum z październik, 2008

Jadwigi Staniszkis podejście do “zawodzących”
październik 29, 2008Z nieznanych mi powodów nigdy specjalnie nie przepadałem za panią profesor Jadwigą Staniszkis. Może dlatego, że kiedy czytam wywiady z nią przeprowadzane, mam wrażenie, że stara się kreować osobę, której bliżej do cyborga, niż do człowieka. To wszechobecne „nie wykazuję współczucia”, „nie przejmuję się porażkami”, „nie żałuję niczego”.Jednego nie można jej zarzucić – tego, że nie jest inteligentną osobą.
W jednym z ostatnich wywiadów-ankiet, przeprowadzonych z panią profesor zadano pytanie: „Jak łatwiej darować winy: wybaczyć czy zapomnieć?” Odpowiedź tak celnie ujęła istotę rzeczy, iż pozwolę zacytować ją sobie tutaj zacytować:
„Wybaczanie wymaga dłuższego procesu myślowego. Dlatego wolę zapominać – do tego stopnia, że nie trzymam zdjęć. Nie rozumiem ludzi, dla których całym życiem jest sytuacja sprzed trzydziestu lat. (…) Gdy ktoś urazi mnie na płaszczyźnie osobistej, wyrzucam go ze swego życia.”
Choć kilka linijek wcześniej krytykowałem cybernetyczne wprost podejście do egzystencji, to jednak przyznam się szczerze, że profesor Staniszkis ubrała w słowa zasadę, którą staram się kierować. Ktoś cię zawiódł? – zapomnij to, i nie stwarzaj mu szansy, aby mógł zrobić to jeszcze raz. Znamiennym dla mnie jest, iż myślałem, że jestem twórcą takiego podejścia do sprawy.
Jak to mawiają mądrzejsi ode mnie: „Trzeba wiele pokory, aby wyzbyć się pychy”.

Ciążowe smaki
październik 27, 2008Jeśli najdą was ciążowe smaki (jak mnie ostatnio) oto lista rzeczy, których lepiej nie łączyć z mlekiem:
- sardynki w oleju, lub wątróbki rybne popite mlekiem – idiotyczny pomysł
- kiszone ogórki, woda z tychże ogórków, a następnie dwie szklanki mleka, to też nic dobrego
- czipsy i mleko również
- litr soku i pół mleka również (nie wiem w sumie dlaczego, może to tylko u mnie)
Zjedzenie opakowania Ptasiego Mleczka na raz, a następnie zagryzienie go pętem kiełbasy z musztardą, też nie wróźy nic dobrego, tak samo jak jogurt plus trzy talerze frytek.
Wszystko to może spowodować wybuch drzemiących głęboko w was pokładów mocy…

Klęska urodzaju – sukces posuchy
październik 25, 2008Jeżeli ktoś jest ciekaw, na jaki koncert poszedłem, to informuję, że na żaden:] Najprawdopodobniej uda mi się przyjechać do domu na Wszystkich Świętych, więc aby nie tracić czasu, muszę posiedzieć nad książkami, bo biochemia, embriologia i fizjologia nie lubią opóźnień, a szczególnie tego, żeby się ich nie uczyć regularnie.
Zresztą za to właśnie lubię te studia. Za małą ilość wolnego czasu jaką dysponuję. Nie muszę rozwiązywać trudnych studenckich problemów w stylu:
- iść do pracy, czy żebrać od rodziców (jestem darmozjadem)
- pić od środy do soboty czy od czwartku do niedzieli (jeden wieczór raz na dwa tygodnie to dużo)
- pojechać do Krysi do Lublina, czy Joli do Poznania (od początku studiów nikogo nie odwiedziłem)
- jechać na przecenę do H&M, Reserved czy New Yorker’a (nie chodzę po sklepach)
A najgorsze jest to, że nie mam czasu na jesienną deprechę. Nie wracają stare lęki, nie pragnę śmierci i co najgorsze mogę w nocy spać…

Cała prawda o Łodzi
październik 24, 2008Miałem opisać kilka swoich ostatnich dni w Łodzi, z jej dobrodziejstwem inwentarza. Cały ten specyficzny klimat tu panujący. Trzeba mieć nerwy i jaja ze stali:) Nie wiedziałem jakich słów użyć, aż przypomniał mi się Pan Cezary Pazura i jego „Ajlawiu”. Dwa słowa i cała prawda.

Kilka smutnych faktów z życia wziętych na wesoło
październik 23, 2008- Jaka jest różnica między czarną a białą kobietą?
- Biała jest na okładce Playboya, a czarna na okładce National Geographic.
Idzie Polak i widzi wymiotującego Murzyna opierającego się o drzewo. Podchodzi i pyta:
- Co, wczoraj była imprezka?
- Taaaak…
- I trochę przesadziłeś?
- No taaak…
- Pewnie chcesz do domu?
- O tak!
- To chodź, podsadzę cię…
Austriaczki są jak wino, najlepsze dojrzewaja w piwnicach…

Wrodzone poczucie krzywdy
październik 21, 2008Wczoraj byłem świadkiem starcia się dwóch klas: inteligencji pracującej pod postacią starszego pana w okularach i klasy robotniczej (chyba nie bardzo robotniczej, bo na pracującego to raczej nie wyglądał) pod postacią młodego ortaliona.
Tramwaj, ścisk taki, że gdybym podskoczył, już więcej nie ujrzałbym podłogi tylko zawisł w powietrzu. Drzwi się ledwo domykają, bo ludzie stoją w wejściu. Do naszego gnieciucha próbuje wejść inteligencja pracująca (na oko tak 55 lat). W samych drzwiach stoi klasa robotnicza, blokując je zupełnie. Jest zła, bo musi jeździć MPK, a nie BMW.
Dialog wyglądał mniej więcej tak:
Ortalion: - Co kurwa?! Myślisz kurwa, że jak masz dyplom, kurwa, i okulary to możesz po mnie deptać? Chuju jeden!
Inteligent: Może byś się zachowywał, przecież nic Ci nie zrobiłem, ciasno jest.
O: Ty inteligencie, kurwa, myślisz, że co kurwa, możesz po mnie deptać jak ci się podoba? Co? To kurwa słowa przepraszam nie znasz?
I: Zachowuj się jak do mnie mówisz, gówniarzu, trochę szacunku do starszych!
O: Zaraz ci zajebię!
Po czym próbował coś zmajstrować, ale że tłok był niemiłosierny, to równie dobrze mógł wyprowadzać ciosy w gęstej smole. Pan w okularach wysiadł dwa przystanki dalej, nasz kolega pojechał dalej, po czym wysiadł, wyładowując swą złość kopnięciem w tramwaj.
Nie wiem jak Wam, mnie rzuciła się w oczy jedna rzecz. Nie była to agresja sama w sobie (której nie popieram), ani agresja do starszej osoby (tą wręcz potępiam). Było to odniesienie tego młodego człowieka do dyplomu i inteligencji. Z jego słów, czuć było ogromną niechęć, poczucie doznania jakiejś bliżej nie określonej krzywdy od ludzi wykształconych. Tak jakby możliwość uczenia się dana była wybranym jednostkom, a nie każdemu. Sam wiem, że do pójścia na studia potrzebne są pieniądze, ale wydaje mi się, że jeszcze ważniejsze jest samozaparcie. Znam kilka osób, które pieniądze mają, ale chęci żadnych. Upór to podstawa i jeśli naprawdę chce się studiować, to można to zrobić. Szczególnie mieszkając w dużym mieście, gdzie kwestia zakwaterowania, jedzenia czy dojazdów nie wchodzi w grę. Pieniądze też nie są problemem, bo jeśli kogoś stać na trzy paski, czy łyżwę na bluzie, spodniach i butach, to stać go i na książki. Zresztą od czego są biblioteki.
Wracając do tematu. Najbardziej w tym wszystkim poraziło mnie to, co kiedyś naświetlił mi Przemek, a ja sam nie bardzo dostrzegałem, bo i też nie miałem kiedy. Mianowicie to skazanie na życie w blokach, piwo, trawę i “siedź na ławce i kołuj hajsik na szamkę”. Tak jakby urodzenie w bloku było równoznaczne z przegraniem swojej szansy w życiu. Przegrać swoją szansę, to można rodząc się w Afryce i umierając z głodu lub AIDS w wieku 8 lat.
Na koniec: nie jest tak, że bronię bloki w jakikolwiek sposób. Uważam je za ogromne zło, nie tylko architektoniczne, ale również socjalne, prowadzące do poczucia bezradności, alienacji i braku poczucia własnej wartości (a i własności też). To jednak temat do osobnych dywagacji. Ciekawskim polecam przeczytanie rozdziału poświęconego architekturze z książki “Łysiak na łamach” Pana Waldemara Łysiaka.

Piraci z Karaibów nadali memu życiu sens
październik 20, 2008Po obejrzeniu, któryś kolejny raz, „Piratów z Karaibów”, znalazłem to co jest w stanie wypełnić tzw. „hole in my soul”. Mianowicie piasek – dużo piasku. Następnie rum, wystarczy umiarkowana ilość, oraz Keira Knightley – sztuk jeden. Najłatwiej będzie o rum, bo wystarczy monopolowy, piasek to też żaden kłopot, ostatecznie zamiast Karaibów może być Bałtyk (miałem zamiar użyć słowa alternatywa, ale to chyba pojęcie na wyrost), najgorzej będzie z Keirą. Chyba, że tu też zastosuję jakieś opcjonalne rozwiązanie…

Nie umkniemy samotności
październik 19, 2008Nie umkniemy samotności co nas żre jak czerw, odkąd spadła na nas w tamtą noc…



